o budowaniu…

2007.05.09

Dzisiaj bedzie o budowaniu bo temat mi nie obcy, a w koło kilka znajomych osób też zaczyna lub zaczęło właśnie swoje budowy… Nowi, świezi, pełni entuzjazmu i nadzieji na wybudowanie się w jeden sezon. Z jednej strony życze im wszystkiego dobrego w realizacji planów z drugiej jednak pojawia się zgryźliwy uśmiech … ach żeby wszystko było takie proste..

Zasłyszane wczoraj: “Wiesz bo my to chcemy z żoną rozpocząć w połowie maja i na jesieni sie wprowadzic. Ekipy jeszcze nie mamy do konca dogranej bo negocjujemy ciagle cene. Materialy widzialem ze leza na skladzie ale nie dzwonilem sie jeszcze dowiadywac. Ale z tego co mi mowili murarze to murarka ze 2 miesiace, dach z 1 miesiac ze 3 miechy wykonczeniowki i akurat na swieta bedziemy mieszkac”
Zaslyszane nie-wczoraj: “Wiesz bo jak zaczniemy na wiosne to do zimy bysmy sie wprowadzali. ekipa jest, materialy sie zalatwi. 2-3 miesiace wymuruja potem to juz z gorki”

….. A ja wam mowie ze murarka to najwiekszy pryszcz, stawianie scian jest proste jak przyslowiowa budowa cepa. Masz cement, piasek, cegly i srednio myslaca ekipe i etap pierwszy z glowy. A co z dostepnoscia materialow, a co z dostepnoscia ekip do pracy gdy czeka sie na ludzi po 2-3 miesiace, a co z podlaczniem mediow (energetyka daje terminy po 1,5 roku) …. wszystkiego murarz z piasku nie zrobi … Zastanawiam sie skad biora sie tak optymistyczne nastawienia skoro wkolo  az glosno o braku cegieł, cementu, wełny, styropianu, teraz podobno też i z dachówkami krach.

Z drugiej strony widze jednak ze jak ktos chce to potrafi. Cegly na budowe znajomi zalatwili w ciagu 3 dni, cementu mimo iz brak na okolicznych skladach, zalega bez problemu w marketach budowlanych typu castorama, moze tu chodzi jednak o zaradnosc, a moze to budowlancy rozpieszczeni od dawna trwajaca konkiunktura stali sie wybredni i bawia sie w spekulacje zacierajac rece.

Do budujacych sie w jeden sezon: życze powodzenia w realizacji celu, ale także trzeźwego myślenia i zaradności bo to od niej bedzie zalezec czy bedziecie mieli z  czego budowac i za co budowac …

i znów do pracy…

2007.05.06

Najdłuższy tegoroczny weekend dobiega końca i mogę go uznać za udany. Pogoda dopisała, wyjazd w góry też. Nasza kwatera na zupełnym odludziu około 2km z dala od cywilizowanej części Kudowy nie zachęcała do codziennych spacerów do parku zdrojowego, zwłaszcza, że miałem już w nogach kilkanaście kilometrów dziennie przełażonych po górach. W takiej sytuacji pobliska smażalnia pstrąga stała się naszym miejscem stołowań. Dodatkowo podobał mi się fakt, że ryby te należało wcześniej własnoręcznie złapać w pobliskim stawie i dopiero zanieść do smażalni ;)

Najbardziej komercyjne miejsca gór stołowych można pominąć i zapomnieć. Błędne skały i Szczeliniec Wielki to jedno wielkie nieporozumienie przy takim natłoku turystów i w zasadzie zwiedzanie można zakończyć na stoisku z piwem przed wejściem w skały dalej jest już tylko gorzej. Wycieczka za wycieczka, tworzące się nawet 100 metrowe kolejki do wejścia czy zejścia jakąś drabinką, jednym słowem horror i koszmar, a to co ma Szczeliniec do zaproponowania nie jest tego zdecydowanie warty. Na szczęście wycieczki te kończą zwiedzanie gór stołowych z reguły na tych dwóch wymienionych miejscach i wiele odludnych, mniej popularnych szlaków a urokiem niewiele ustępujących a nawet przewyższających dwa wspomniane miejsca pozostają puste i ciche. Kopa śmierci, skały puchacza, rezerwat wielkie torfowiska czy skalne grzyby, w końcu Braumowskie Steny po czeskiej stronie. Tu człowiek może naprawdę po obcować z przyrodą.

Cóż weekend nieuchronnie dobiega do końca, pogoda też się dzisiaj popsuła, jakby specjalnie, żeby człowiekowi pozostawić mniejszy żal z kończącego się lenistwa i powrotu do pracy…