urlop za pasem
Ostatni tydzień w robocie i długo oczekiwane 2 tygodnie urlopu. Jak przez ostatnie dwa lata, tym razem także uderzamy na kaszuby na spływ kajakowy. Tym razem jednak zmierzymy się z Brdą, mam nadzieje na piekną pogodę, mało komarów i gzów, mało marudzących dzieci itd itd… a jak bedzie w praktyce to już sie okaże niedługo. W kazdym bądź razie nowy namiot kupiony, worki wodoodporne też, i aby tradycji stało sie zadość – puszka paprykarza szczecińskiego ;)
Nie byłoby budowy jakby nie trafił sie jakiś poparaniec. Doświadczyłem tego na końcu na szczęście, przy układaniu kostki brukowej i tarasu. Ekipa nie miała zielonego pojęcia o robocie, nie miała odpowiedniego sprzętu, nie miała ochoty do pracy i co najważniejsze nie była nigdy trzeźwa. Grunt przygotowany pod ułożenie kostki nadawał się do zabawy w piaskownicę, dobrze, że przeszło ostatnio trochę burz, to pod wpływem deszczu, cały ich przygotowany podkład popłynął… Razem z nim popłynęła też cała ekipa popaprańców, niestety z moją zaliczką… Na szczęście nie było tego dużo i głównie straciłem trochę nerwów. Nigdy już nie wezmę nikogo ze słupa z ogłoszeniami i nie zapłacę zaliczki na poczet robót przed ich rozpoczęciem, ale cóż człowiek sie uczy całe życie…